Witam Wszystkich . Obiecałam
napisać o dalszych moich przygodach z pobytu w sanatorium. Pierwsza część, to
tylko wstęp, i to skrócony. Jak już wspomniałam trafiłam na dwie panie. Jedna
ruda Marysia, blondynka Ala i ja szatynka . Najbardziej przebojowa była Ala,
ciągle trajkotała. Muszę, przyznać jej jedno, nie było rzeczy której by nie
załatwiła. Miałyśmy z nią bardzo dobrze. Utrwaliła nam się jedna tradycja,
picie kawy po zabiegach. Ala załatwiła tak, że miałyśmy zabiegi o jednej porze.
Więc ,kończyłyśmy też razem. Potem prysznic i kawka. Do kawki ciasteczka .
Najsmaczniejsze wit’AM musli, mleko,
czekolada, z naszej, jak się okazało ulubionej firmy ,,Dr Gerard’’, Jak już
wspomniałam, kawka obowiązkowo. Potem wybierałyśmy się na spacer. Z Alą spacery
nie były nudne. Jak nie bieganie po sklepach jednych i tych samych. to
musiałyśmy pić dużo wody. Bardzo dużo zdrowotnej. Niestety, potem nagorzej z
nas miała Marysia, podwójne biegi do toalety. Po spacerku obiad i znów na
spacer lub basen. Ala wyciągała nas na różne
rodzaje pokazy, na których obowiązkowo załatwiała dla nas upominki. To
było szaleństwo. Ale to jeszcze nic. Życie zaczynało się po kolacji. Nasza
droga koleżanka zabierała nas na tańce, nie było mowy by odmówić. Stroiła nas w
szmatki. Musiało być kolorowo. Nie mogłyśmy być ubrane w ten sam kolor. Z
Marysią miałyśmy ubaw. Po tygodniu, nazywali nas w sanatorium ,,filipinki
kolorowe dziewczynki’’. Inne panie ,były na nas wściekłe, bo Ala do naszego stolika
przyprowadzała co wieczór mnóstwo panów do tańca. A wiadomo pan w sanatorium do
tańca, to skarb. Alicja śmiała się i mówiła, że dba o naszą kondycję. I tak było, nie mogłyśmy siedzieć, musiałyśmy
tańczyć, tańczyć i tańczyć. Nie było wieczoru, byśmy nie były na tańcach,
a i w dzień zdarzało się wyjście na
fajfy, czyli popołudniowe tańce. Czasami miałam już dość. Udało mi się wyrwać,
ze szponów szaleńczej Alicji, i pójść na spacer. Mogłam się wtedy wyciszyć. Nie
zabierałam telefonu ze sobą, bo wiedziałam, że zaraz będzie dzwoniła. Kiedy
wracałam, oczywiście moje koleżanki udawały, że są obrażone. Ja wtedy
żartowałam i mówiłam, że na randce byłam, słyszałam wtedy tylko wielkie uuuu!!!
I głośny śmiech. Pamiętam jeden z wieczorów, kiedy Alicja zarządziła ,,pokojowe
spa,,. Nasmarowała nas pillingami, a potem
nałożyła na twarz , szyję i dekolt różne kolorowe maseczki z glinki. Jedna była
czerwona, druga zielona i trzecia czekoladowa. Siedziałyśmy tak wymazane,
rozmawiałyśmy, w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Okazało się , że to do Ali. Umówiła się z panem na tańce i
zapomniała. Nie zapomnę wyrazu twarzy
pana Andrzeja , kiedy w drzwiach ujrzał pomazaną maseczką Alicję. Zaczął się
jąkać, wręczył jej paczkę ciasteczek ,,Dr Gerard”, przeprosił i uciekł. Omijał
ją już do końca pobytu. Naprawdę miałam szczęście do współlokatorek. Było super.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz