czwartek, 23 kwietnia 2015

W sanatorium cd.

Witam Wszystkich . Obiecałam napisać o dalszych moich przygodach z pobytu w sanatorium. Pierwsza część, to tylko wstęp, i to skrócony. Jak już wspomniałam trafiłam na dwie panie. Jedna ruda Marysia, blondynka Ala i ja szatynka . Najbardziej przebojowa była Ala, ciągle trajkotała. Muszę, przyznać jej jedno, nie było rzeczy której by nie załatwiła. Miałyśmy z nią bardzo dobrze. Utrwaliła nam się jedna tradycja, picie kawy po zabiegach. Ala załatwiła tak, że miałyśmy zabiegi o jednej porze. Więc ,kończyłyśmy też razem. Potem prysznic i kawka. Do kawki ciasteczka . Najsmaczniejsze  wit’AM musli, mleko, czekolada, z naszej, jak się okazało ulubionej firmy ,,Dr Gerard’’, Jak już wspomniałam, kawka obowiązkowo. Potem wybierałyśmy się na spacer. Z Alą spacery nie były nudne. Jak nie bieganie po sklepach jednych i tych samych. to musiałyśmy pić dużo wody. Bardzo dużo zdrowotnej. Niestety, potem nagorzej z nas miała Marysia, podwójne biegi do toalety. Po spacerku obiad i znów na spacer lub basen. Ala wyciągała nas na różne  rodzaje pokazy, na których obowiązkowo załatwiała dla nas upominki. To było szaleństwo. Ale to jeszcze nic. Życie zaczynało się po kolacji. Nasza droga koleżanka zabierała nas na tańce, nie było mowy by odmówić. Stroiła nas w szmatki. Musiało być kolorowo. Nie mogłyśmy być ubrane w ten sam kolor. Z Marysią miałyśmy ubaw. Po tygodniu, nazywali nas w sanatorium ,,filipinki kolorowe dziewczynki’’. Inne panie ,były na nas wściekłe, bo Ala do naszego stolika przyprowadzała co wieczór mnóstwo panów do tańca. A wiadomo pan w sanatorium do tańca, to skarb. Alicja śmiała się i mówiła, że dba o naszą kondycję.  I tak było, nie mogłyśmy siedzieć, musiałyśmy tańczyć, tańczyć i tańczyć. Nie było wieczoru, byśmy nie były na tańcach, a  i w dzień zdarzało się wyjście na fajfy, czyli popołudniowe tańce. Czasami miałam już dość. Udało mi się wyrwać, ze szponów szaleńczej Alicji, i pójść na spacer. Mogłam się wtedy wyciszyć. Nie zabierałam telefonu ze sobą, bo wiedziałam, że zaraz będzie dzwoniła. Kiedy wracałam, oczywiście moje koleżanki udawały, że są obrażone. Ja wtedy żartowałam i mówiłam, że na randce byłam, słyszałam wtedy tylko wielkie uuuu!!! I głośny śmiech. Pamiętam jeden z wieczorów, kiedy Alicja zarządziła ,,pokojowe spa,,. Nasmarowała nas pillingami,  a potem nałożyła na twarz , szyję i dekolt różne kolorowe maseczki z glinki. Jedna była czerwona, druga zielona i trzecia czekoladowa. Siedziałyśmy tak wymazane, rozmawiałyśmy, w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Okazało się , że to  do Ali. Umówiła się z panem na tańce i zapomniała.  Nie zapomnę wyrazu twarzy pana Andrzeja , kiedy w drzwiach ujrzał pomazaną maseczką Alicję. Zaczął się jąkać, wręczył jej paczkę ciasteczek ,,Dr Gerard”, przeprosił i uciekł. Omijał ją już do końca pobytu. Naprawdę miałam szczęście do współlokatorek. Było super. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz