wit’AM
wszystkich internautów, tych szczupłych i tych, co są zawsze na diecie i tych,
co są z siebie zadowoleni. Po świętach postanowiłem zadbać o swój brzuszek. Dietę
zacząłem bez konsultacji lekarskiej. Ograniczyłem słodycze, lody i napoje
gazowane, słodzone i kolorowe. Zacząłem jeść w chwilach wahania pełnoziarniste
ciastka zbożowe produkcji „dr Gerard”, uważam, że to był dobry krok. Jednak picie
wody mineralnej niegazowanej, to nie dla mnie. Moje gardło potrzebuje smaku i
łaskotania wesołych bąbelków. Źródełko tego nie ma. Teraz szukam czegoś
zdrowego z CO2. Żona i dzieci nie mają tego problemu, ponieważ piją
herbatę miętową z własnego suszu. Nie wiedziałem, że dietetyczne jadłospisy są
takie trudne. Tylko z przekąską nie mieliśmy problemu, wiadomo „dr Gerard” i
pełnoziarniste ciastka zbożowe z owocami, nadają się idealnie. Problem kolejny
co ze śniadaniem? Zupa mleczna czy płatki. Moje pociechy mleka nie tolerują i
unikają wszystkich produktów mlecznych. Tylko pitne jogurty i Paula mogą być ujęte
w diecie. Bardzo szkoda, że serów nie lubią, bo my z żoną uwielbiamy wszystko,
co jest serem. Czy to topione, czy żółte, pleśniowe czy na zapiekankach. Tylko,
że zapiekanki też wykreśliliśmy z menu. Potem obiadek, co robić? Sałatek dzieci
nie lubią. Kochają ziemniaki i sos a te danie też zostały ograniczone do
minimum. Zupy lubię zabielane lub zasmażane, a teraz fifki rosołowe bez soli. Jak
ja ich nie lubię! Następnie podwieczorek jakieś musli lub ciastko
pełnoziarniste. I potem do rana nic prócz H2O. A w głowie i w
lodówce pozostałości po świętach: sernik, makowiec, mazurek, sałatka z
majonezem, galarety, szynki, biała kiełbasa. A ja wyciągam sałatę i jogurt
naturalny. To są tortury a nie dieta. I aby nie zaglądać do lodówki większość
wolnego czasu spędzamy na boisku z piłką lub z córką na placu zabaw. To jakoś
pozwala dotrwać do nocy. A rano od nowa zdrowy tryb życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz