środa, 29 kwietnia 2015

Wieczorny spacer

Witam . Wczoraj miałam ciężki dzień. W pracy dużo pracy, po pracy biegiem do domu. Przygotowanie obiadu i jakiś pomysł na kolację. Wymyśliłam zapiekanki. Bułki już zaczynały czerstwieć. W lodówce miałam pieczarki , które też zaczynały czernieć. Podsmażyłam je z cebulką, doprawiłam ziołami i wyłożyłam je na bułki. Posypałam je grubą ilością żółtego sera. I gotowe danie. Zerknęłam na półkę ze słodkościami, okazało się , że tam już nic nie ma. Moje łasuchy wymietli  najsmaczniejsze  wit’AM musli, mleko, czekolada  firmy ,,Dr Gerard’’. Pomyślałam , że czas na zakupy. W końcu nadszedł upragniony wieczór. Marzyłam tylko o łóżku, ale jak się okazało nie było nikogo chętnego na spacer z naszym psem. Nie miałam siły na kłótnie i przekonywanie, kto i dlaczego powinien wyjść z naszym zwierzakiem. Zbliżała się dwudziesta. Ubrałam się i wyszłam na dwór. Wieczór był ciepły. Niebo błyszczało gwiazdami. Pies szalał.  Spotkałam koleżankę, chwilę z nią porozmawiałam, a nasze psy grzecznie się bawiły. W końcu znudziły im się figle, pożegnałyśmy się, a ja  udałam się w kierunku głównej ulicy. Idąc rozmyślałam nad różnymi sprawami, nawet nie wiedziałam kiedy stanęłam przed nocnym sklepem. W mojej głowie zabłysła myśl, żeby zrobić jeszcze zakupy, ale cóż, przecież nie wzięłam pieniędzy. Przywiązałam psa, i  nie wiem dlaczego weszłam mimo wszystko do budynku. Zaczęłam się rozglądać po półkach. Nie widziałam nikogo za ladą. Jednak po chwili usłyszałam kobiecy głos – słucham Panią?. Odwróciłam się i zobaczyłam, moją dawną znajomą. Ucieszyłam się, bo ostatnio o niej  myślałam. Już minęło dwa lata, jak wyprowadziła się z naszego osiedla. Kiedyś spędzałyśmy razem wiele czasu. Znajoma uśmiechnęła się i z radością przywitała mnie. Zadawałam jej pytania -co tu robi? I wiele innych, ona też była ciekawa co u mnie nowego. Rozmawiałyśmy dość długo, mój pies się niecierpliwił i szczekał zajadle. Nie mogłyśmy się nagadać. W końcu koleżanka, zapytała mnie -co chciałam kupić? . Odpowiedziałam jej , że nic z tego, bo i tak pieniędzy nie wzięłam ze sobą. Jola zaproponowała, abym wzięła to co potrzebuje, ona mi pożyczy pieniądze, a ja jutro jej w drodze do pracy oddam. Zgodziłam się od razu. Udałam się na półkę z ciasteczkami. Kupiłam najlepsze ciasteczka na dobry dzień  firmy ,, Dr Gerard’’. Jola powiedziała mi , że tak samo lubi produkty tej firmy. Do domu wracałam szczęśliwa.  W drzwiach przywitała mnie moja kochana rodzina, oczywiście z wyrzutami, gdzie i czemu tak długo, czemu nie wzięłam telefonu itp. Uśmiechnęłam się i podałam im słodycze. Pozdarwiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz