Witam . Poranek dziś miałam jakiś
ciężki. Najpierw nie chciało mi się wstawać, potem nie mogłam się rozkręcić,
poruszałam się jak przysłowiowa mucha w smole. W końcu stałam na przystanku
czekając na autobus. Mogłabym podejść jeden przystanek dalej i miałabym więcej
autobusów i szybciej byłabym w biurze. Ale nie chciało mi się iść. Podjechał
autobus, wsiadłam, po chwili okazało się , że to nie ten autobus co powinien
być. Ten , jak zdążyłam zauważyć, jedzie w inną stronę. Podeszłam do kierowcy i
zapytałam czy jedzie na ulicę Koperkową. Kierowca powiedział, że tak ale
dookoła miasta. A niech tam , pomyślałam sobie. Za oknem pogoda nie była stworzona
do spacerów. Usiadłam wygodnie na siedzeniu i od razu przysiadła się do mnie
jakaś starsza pani. Zaczęła biadolić na kierowcę, że jakoś dziwnie jedzie itp.
Uśmiechnęłam się tylko do niej, nie miałam ochoty wchodzić z nią w dyskusję. Po
chwili kobieta wyciągnęła ciasteczka- pani się poczęstuje! Podziękowałam. Kątem
oka zerknęłam i zobaczyłam wit’AM musli,
jabłko, rodzynki firmy ,,Dr Gerard’’. Miała gust pomyślałam. Na kolejnym
przystanku , do autobusu wsiedli kontrolerzy. Podeszli do nas i poprosili o bilety.
Ja pokazałam bilet miesięczny, natomiast starsza pani szukała go w torebce.
Panowie się bardzo niecierpliwili. Kobieta szukała i gadała. W końcu stanowczo powiedziała,
że nie ma. Tłumaczyła, że musiał jej wypaść z kieszeni. Niestety panowie nie
chcieli jej uwierzyć. Jeden z kontrolerów wyciągnął bloczek z mandatami i
chciał już wypisywać. To co zdarzyło się w tamtej chwili, wszystkich włącznie
ze mną ogłupiło. Autobus stanął na przystanku, drzwi się otworzyły ,a starsza
pani tak szybko wyskoczyła, że nikt się w tym nie zorientował. Panowie stali
osłupiali, ja myślałam, że ze śmiechu padnę. Popatrzyłam przez okno i widziałam
jak kobieta biegnie w stronę parku. Byliśmy wszyscy zdziwieni, bo nikt nie podejrzewał
ją, o taką kondycję. Jeszcze przez chwilę się śmiałam do siebie, a panowie
kiwali głową, chyba z podziwem dla sprytu starszej Pani. Kiedy wysiadłam z autobusu, wstąpiłam do sklepu i dla
koleżanek i siebie samej kupiłam najlepsze ciasteczka firmy ,, Dr Gerard’’. W
biurze przy kawie opowiedziałam, jak to fajnie jechać autobusem i obserwować
ludzi. Pomyślałam, że czas zadbać o swoją kondycję, bo ja na pewno nie
uciekłabym panom kontrolerom. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz