środa, 22 kwietnia 2015

Wspomnienie świat

Witam . Minęły święta Wielkanocne.  Nie wiem dlaczego, ale  dziś wydają mi się one jakoś mniej uroczyste niż Boże Narodzenie. Może dlatego, że tam jest choinka, prezenty, śnieg. Może dlatego , że dłużej trwają. Często podczas Świąt Wielkanocnych wspominam, dawne czasy. Siadamy razem na kanapie, podjadając ciasteczka ,,Dr Gerard’’. Na tą okazję pasują ciasteczka na dobry dzień wit'AM . Wspominam, że było jakoś inaczej. Przed świętami w domu wielkie sprzątanie, malowanie , odświeżanie. Potem zakupy, jeżeli było co kupić. Robiło się swojskie wyroby, nie było tych wszystkich smakołyków, szynek, polędwic na co dzień, tylko od  święta. Zakaz było jedzenia wędlin i ciast, aż do niedzielnego śniadania. W moim rodzinnym domu, to ja zawsze lubiłam chodzić ze święconką. Umawiałam się z koleżankami i z kolegami i razem szliśmy do Kościoła. Najfajniejszy był powrót ze święconką. Wracaliśmy nie ulicami miasta, tylko wybieraliśmy drogę przez łąki. Tam mieliśmy swoje ulubione miejsce . siadaliśmy wspólnie i wyjadaliśmy z koszyków poświęcone smakołyki. Do domu przynosiliśmy tylko jajka i sól. Niestety po uszach dostawaliśmy za każdym razem, ale i tak w kolejnym roku robiliśmy to samo. Do dziś pamiętam smak kiełbasy, szynki czy cudownego chleba. Dziś takich smaków już nie ma. Niedziela godzina szósta rano, obowiązkowo do kościoła, potem wspólne śniadanie. Na obiad przychodziła rodzina, która  niedaleko mieszkała. Rozmowy, żarty, śpiewy. I mnóstwo wspaniałego jedzenia. Poniedziałek obowiązkowo lanie wody od rana. Nie było osoby, która nie byłaby mokra. Starsi , młodzi biegaliśmy  z wiaderkami. Śmiechu było po pachy, radość było widać w każdym człowieku.  Po południu , znów jechało się w gości do rodziny. Bardzo lubiłam te wyjazdy na wieś. Za miastem było widać, czy wiosna już jest, czy dopiero ma nadejść. W domu dziadków, pachniało pieczonym chlebem, pierogami z makiem , serem, kapustą. Na kuchni. w wielkim garze, obowiązkowo stał duży garnek rosołu. Rosół z kury pełen aromatycznych przypraw, zerwanych prosto z ogródka lub doniczek. Dziadek grający na harmoszce, fałszujący , ale to nie było wtedy ważne. U dziadków nie było telewizji, ale nikt się nie nudził. Starsi siedzieli i rozmawiali, żartowali, a my grasowaliśmy po pokoju lub bawiliśmy się na dworze. To były fajne czasy. Dziś brakuje czasu na wszystko, a podczas świąt brakuje nam sił. Staram się dzieciom przekazać, magię tamtych dni, przy najsmaczniejszych ciasteczkach firmy  ,,Dr Gerard’’.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz