Witam . Minęły święta
Wielkanocne. Nie wiem dlaczego, ale dziś wydają mi się one jakoś mniej uroczyste
niż Boże Narodzenie. Może dlatego, że tam jest choinka, prezenty, śnieg. Może
dlatego , że dłużej trwają. Często podczas Świąt Wielkanocnych wspominam, dawne
czasy. Siadamy razem na kanapie, podjadając ciasteczka ,,Dr Gerard’’. Na tą
okazję pasują ciasteczka na dobry dzień wit'AM . Wspominam, że było jakoś
inaczej. Przed świętami w domu wielkie sprzątanie, malowanie , odświeżanie.
Potem zakupy, jeżeli było co kupić. Robiło się swojskie wyroby, nie było tych
wszystkich smakołyków, szynek, polędwic na co dzień, tylko od święta. Zakaz było jedzenia wędlin i ciast,
aż do niedzielnego śniadania. W moim rodzinnym domu, to ja zawsze lubiłam
chodzić ze święconką. Umawiałam się z koleżankami i z kolegami i razem szliśmy
do Kościoła. Najfajniejszy był powrót ze święconką. Wracaliśmy nie ulicami miasta,
tylko wybieraliśmy drogę przez łąki. Tam mieliśmy swoje ulubione miejsce . siadaliśmy
wspólnie i wyjadaliśmy z koszyków poświęcone smakołyki. Do domu przynosiliśmy
tylko jajka i sól. Niestety po uszach dostawaliśmy za każdym razem, ale i tak w
kolejnym roku robiliśmy to samo. Do dziś pamiętam smak kiełbasy, szynki czy
cudownego chleba. Dziś takich smaków już nie ma. Niedziela godzina szósta rano,
obowiązkowo do kościoła, potem wspólne śniadanie. Na obiad przychodziła
rodzina, która niedaleko mieszkała.
Rozmowy, żarty, śpiewy. I mnóstwo wspaniałego jedzenia. Poniedziałek
obowiązkowo lanie wody od rana. Nie było osoby, która nie byłaby mokra. Starsi
, młodzi biegaliśmy z wiaderkami. Śmiechu
było po pachy, radość było widać w każdym człowieku. Po południu , znów jechało się w gości do
rodziny. Bardzo lubiłam te wyjazdy na wieś. Za miastem było widać, czy wiosna
już jest, czy dopiero ma nadejść. W domu dziadków, pachniało pieczonym chlebem,
pierogami z makiem , serem, kapustą. Na kuchni. w wielkim garze, obowiązkowo
stał duży garnek rosołu. Rosół z kury pełen aromatycznych przypraw, zerwanych
prosto z ogródka lub doniczek. Dziadek grający na harmoszce, fałszujący , ale
to nie było wtedy ważne. U dziadków nie było telewizji, ale nikt się nie nudził.
Starsi siedzieli i rozmawiali, żartowali, a my grasowaliśmy po pokoju lub
bawiliśmy się na dworze. To były fajne czasy. Dziś brakuje czasu na wszystko, a
podczas świąt brakuje nam sił. Staram się dzieciom przekazać, magię tamtych
dni, przy najsmaczniejszych ciasteczkach firmy ,,Dr Gerard’’.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz