wtorek, 21 kwietnia 2015

Już nie długo wakacje

Na początek dla dobrego nastroju proponuje  najlepsze wyroby z firmy Dr Gerard.. ciastka na dobry dzień     wit'AM Gdy na dworze z dnia na dzień jest coraz cieplej to zaraz marzy się lato. .Lato tamtego roku było wyjątkowo upalne i słoneczne. Spędzaliśmy je w domu babci położonym na zboczu jednego z wyższych wzniesień Beskidów, dokąd wyjeżdżaliśmy
 już od kilku lat w  jeden z dwóch wakacyjnych miesięcy. Czas płynął – jak zwykle – nieco leniwie, urozmaicany z rzadka udziałem w rozmaitych gospodarskich obowiązkach, dzięki którym każdego ranka mogliśmy cieszyć się śniadaniem złożonym ze świeżych jajek, mleka i ciepłego jeszcze chleba. Po krótkiej przerwie jeszcze przed wyjściem zrobiliśmy kawę a do niej najlepsze ciasteczka firmy Dr. Gerard.

Po solidnym posiłku spakowaliśmy niewielkie plecaczki z prowiantem i wyruszyliśmy na kolejną z wycieczek krajoznawczych, dzięki którym każdego roku coraz lepiej poznawaliśmy topografię wzniesień pozostających w najbliższym sąsiedztwie naszej wakacyjnej siedziby. Było jeszcze bardzo wcześnie, a ziemia parowała poranną rosą, pyszniące się na niebie słońce zapowiadało już jednak wyjątkowo upalny, pełen skwaru dzień. Niezrażeni tymi przewidywaniami zaplanowaliśmy trasę dłuższą niż zwykle – zakładała przejście przez co najmniej trzy schroniska i spacer starym, zapomnianym szlakiem, który odnaleźliśmy na mapie sprzed kilkudziesięciu lat, zalegającej w babcinej skrzyni z najrozmaitszymi wiekowymi skarbami.

Początek wędrówki okazał się wyjątkowo przyjemny i mało forsujący...



Po solidnym posiłku spakowaliśmy niewielkie plecaczki z prowiantem i wyruszyliśmy na kolejną z wycieczek krajoznawczych, dzięki którym każdego roku coraz lepiej poznawaliśmy topografię wzniesień pozostających w najbliższym sąsiedztwie naszej wakacyjnej siedziby. Było jeszcze bardzo wcześnie, a ziemia parowała poranną rosą, pyszniące się na niebie słońce zapowiadało już jednak wyjątkowo upalny, pełen skwaru dzień. Niezrażeni tymi przewidywaniami zaplanowaliśmy trasę dłuższą niż zwykle – zakładała przejście przez co najmniej trzy schroniska i spacer starym, zapomnianym szlakiem, który odnaleźliśmy na mapie sprzed kilkudziesięciu lat, zalegającej w babcinej skrzyni z najrozmaitszymi wiekowymi skarbami.

Początek wędrówki okazał się wyjątkowo przyjemny i mało forsujący...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz