poniedziałek, 18 maja 2015

W Bazie lotniczej.

wit’AM drogich internautów, rozpoczął się nowy tydzień, do wyborów zostało kilka dni. Więc mam nadzieję, że kandydatom nie zabraknie pary. Aby się wzmocnili polecam im pełnoziarniste ciastka zbożowe firmy „dr Gerard”, które zawierają minerały i witaminy. Ja jednak chciałbym Wam opowiedzieć o mojej wycieczce. Wydarzyło się to w sobotę. Raz w roku Wojska lotnicze udostępniają cywilom swoje bazy. Można wtedy z bliska oglądać sprzęt i pojazdy oraz uzbrojenie i odzież specjalistyczną (saperów, przeciw chemiczną itd.). Jak co roku czekaliśmy na ten dzień. Tym razem moje dziewczyny chciały do nas dołączyć, a syn pierwszy raz miał jechać na swoim rowerze. Jest to około dziewięć kilometrów w jedną stronę. Zapowiadała się super wycieczka, tym bardziej, że pogoda była piękna. Wcześnie rano poszedłem po prowiant do sklepu. Oprócz bułek i wody mineralnej kupiłem zdrowe musli wit’AM, oraz kilka innych przysmaków „dr Gerard”. Z domu ruszyliśmy około godziny 8:30, aby bez zbędnego „szarpania się” spokojnie dojechać. Gdy po pięćdziesięciu minutach dojechaliśmy na lotnisko, nie wiedzieliśmy gdzie patrzeć, czy na śmigłowce, czy na pojazdy strażackie, czy stanowiska strzeleckie, czy na pojazdy piechoty i artylerii a może skupić się na pokazach odbywających się nad naszymi głowami. Jednak, aby uzupełnić węglowodany zjedliśmy po kilka ciastek musli i postanowiliśmy zobaczyć i zasiąść za sterami helikopterów bojowych i medycznych. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie była postawa mojej córki, która wolała wejść do Mi24 niż bawić się na trampolinach. Wojsko Polskie nie zapomniało o najmłodszych zwiedzających i przygotowało plac zabaw z dmuchanymi atrakcjami, trampolinami i klownami. A gdy już się podzieliliśmy i zjedliśmy ostatnie ciastka „dr Gerard” postanowiliśmy zjeść wojskową grochówkę. Nie było nam to dane, więc musieliśmy zadowolić się żurkiem. Wypoczęci i najedzeni dalej zwiedzaliśmy hangary i nie zapomnę miny i wysiłku mojego syna, gdy został ubrany w hełm, kamizelkę sapera i ruszył z wykrywaczem w poszukiwaniu niewypałów. Trwało to może pięć minut a ręce mu opadały ze zmęczenia. Ale gdy zobaczył haubice samobieżne to postanowił niczym bohater gry „Word of tanks” zasiąść we wnętrzu i poczuć klimat czołgu. I tak od śmigłowców do haubic dotarliśmy do końca naszego pobytu w bazie lotniczej. Na zakończenie obejrzeliśmy pokazy pilotów samolotów. Jednak największe i niezapomniane wrażenie zrobił na nas przelot samolotów Su22. Robiły rundki nad płytą lotniska i jak w pewnym momencie poderwały się w górę i włączyły dopalacze, to nawet ja zatykałem uszy. Taki hałas temu towarzyszył a żołądek i wątroba trzęsły mi się przez kolejnych kilka minut.

Było super, polecam wszystkich tego typu imprezy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz