wit’AM drogich internautów,
rozpoczął się nowy tydzień, do wyborów zostało kilka dni. Więc mam nadzieję, że
kandydatom nie zabraknie pary. Aby się wzmocnili polecam im pełnoziarniste
ciastka zbożowe firmy „dr Gerard”, które zawierają minerały i witaminy. Ja jednak
chciałbym Wam opowiedzieć o mojej wycieczce. Wydarzyło się to w sobotę. Raz w roku
Wojska lotnicze udostępniają cywilom swoje bazy. Można wtedy z bliska oglądać
sprzęt i pojazdy oraz uzbrojenie i odzież specjalistyczną (saperów, przeciw
chemiczną itd.). Jak co roku czekaliśmy na ten dzień. Tym razem moje dziewczyny
chciały do nas dołączyć, a syn pierwszy raz miał jechać na swoim rowerze. Jest to
około dziewięć kilometrów w jedną stronę. Zapowiadała się super wycieczka, tym
bardziej, że pogoda była piękna. Wcześnie rano poszedłem po prowiant do sklepu.
Oprócz bułek i wody mineralnej kupiłem zdrowe musli wit’AM, oraz kilka innych
przysmaków „dr Gerard”. Z domu ruszyliśmy około godziny 8:30, aby bez zbędnego „szarpania
się” spokojnie dojechać. Gdy po pięćdziesięciu minutach dojechaliśmy na
lotnisko, nie wiedzieliśmy gdzie patrzeć, czy na śmigłowce, czy na pojazdy
strażackie, czy stanowiska strzeleckie, czy na pojazdy piechoty i artylerii a
może skupić się na pokazach odbywających się nad naszymi głowami. Jednak, aby
uzupełnić węglowodany zjedliśmy po kilka ciastek musli i postanowiliśmy
zobaczyć i zasiąść za sterami helikopterów bojowych i medycznych. Ogromnym
zaskoczeniem dla mnie była postawa mojej córki, która wolała wejść do Mi24 niż
bawić się na trampolinach. Wojsko Polskie nie zapomniało o najmłodszych
zwiedzających i przygotowało plac zabaw z dmuchanymi atrakcjami, trampolinami i
klownami. A gdy już się podzieliliśmy i zjedliśmy ostatnie ciastka „dr Gerard”
postanowiliśmy zjeść wojskową grochówkę. Nie było nam to dane, więc musieliśmy
zadowolić się żurkiem. Wypoczęci i najedzeni dalej zwiedzaliśmy hangary i nie
zapomnę miny i wysiłku mojego syna, gdy został ubrany w hełm, kamizelkę sapera
i ruszył z wykrywaczem w poszukiwaniu niewypałów. Trwało to może pięć minut a
ręce mu opadały ze zmęczenia. Ale gdy zobaczył haubice samobieżne to postanowił
niczym bohater gry „Word of tanks” zasiąść we wnętrzu i poczuć klimat czołgu. I
tak od śmigłowców do haubic dotarliśmy do końca naszego pobytu w bazie
lotniczej. Na zakończenie obejrzeliśmy pokazy pilotów samolotów. Jednak największe
i niezapomniane wrażenie zrobił na nas przelot samolotów Su22. Robiły rundki nad
płytą lotniska i jak w pewnym momencie poderwały się w górę i włączyły
dopalacze, to nawet ja zatykałem uszy. Taki hałas temu towarzyszył a żołądek i
wątroba trzęsły mi się przez kolejnych kilka minut.
Było super, polecam wszystkich
tego typu imprezy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz