Witam serdecznie.
Organizacja pozarządowa, której jestem członkiem od dwudziestu lat, obchodziła
jubileusz istnienia w moim mieście. Sześćdziesiąt lat ma koło i zrzesza ok. trzysta
osób. Zarząd wraz z Prezesem zorganizowali uroczysty jubileusz w restauracji. My,
jako członkowie dopłacaliśmy składkę. Więc nasze oczekiwania były wysokie,
ponieważ impreza miała być całodzienna. Zaczynała się o jedenastej, wstałem
wyszykowałem dzieci do szkoły, wymyłem się, wyszykowałem koszulę, krawat,
garnitur i buty na glanc. Szykowałem się na imprezę, więc nie mogłem się objadać, przekąsiłem w domu „ciastka
na dobry dzień”, te, które zawsze mnie dobrze nastrajają z firmy „dr Gerard”. Ogolony,
wypachniony ruszyłem. Po drodze odebrałem delegacje zaprzyjaźnionych kół z
innych miast naszego województwa. Musze przyznać, że stało się już tradycją, że
jak jest impreza u nas to znajomi z innych miejscowości kontaktują się ze mną,
a mi to sprawia przyjemność. Tradycyjnie powitałem koleżanki chlebem i solą, w
moim przypadku były to pełnoziarniste ciastka zbożowe. Po dotarciu do
restauracji okazało się, że miejsca w większości były już zajęte. Przywitałem
się z zarządem koła oraz z dyrekcją okręgu i innymi delegacjami. O brak krzesła
nie musiałem się martwić moje przecudowne koleżanki trzymały dla mnie miejsce. Po
długich przemowach i wręczeniu odznaczeń, dodam, iż nie obyło się bez
złośliwych komentarzy i negatywnych opinii wygłaszanych półgłosem. Jak to bywa
w takich organizacjach nie wszyscy się zgadzamy. Ale nasza zgrana grupka,
jesteśmy niczym palce jednej ręki. Każdy wie, że na drugiego zawsze może
liczyć. A na dodatek łączy nas zamiłowanie do produktów firmy „dr Gerard”,
które towarzyszą nam na każdym spotkaniu. Czasami to są wafelki, czasami markizy
a czasami musli. A po tych trudnych chwilach nastąpiła część mniej sztywna. Wystąpiła
Śpiewaczka operowa, następnie jedna z naszych wychowanek. A potem zabrzmiała
muzyka i ruszyliśmy do tańca. Jako grupa zorganizowana ruszyliśmy i
rozkręciliśmy zabawę na całego. I była cha – cha i rock & roll i disco z
pola i stare przeboje Anny Jantar i hity na czasie. Balety zakończyły się ok. godziny
dwudziestej. Minęły od tej chwili dwa dni a ja nie mogę chodzić, takich pęcherzy
na stopach się dorobiłem. Było warto.
Pozdrawiam
roztańczony L. K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz