niedziela, 17 maja 2015

Jubileusz.

Witam serdecznie. Organizacja pozarządowa, której jestem członkiem od dwudziestu lat, obchodziła jubileusz istnienia w moim mieście. Sześćdziesiąt lat ma koło i zrzesza ok. trzysta osób. Zarząd wraz z Prezesem zorganizowali uroczysty jubileusz w restauracji. My, jako członkowie dopłacaliśmy składkę. Więc nasze oczekiwania były wysokie, ponieważ impreza miała być całodzienna. Zaczynała się o jedenastej, wstałem wyszykowałem dzieci do szkoły, wymyłem się, wyszykowałem koszulę, krawat, garnitur i buty na glanc. Szykowałem się na imprezę, więc nie mogłem się objadać, przekąsiłem w domu „ciastka na dobry dzień”, te, które zawsze mnie dobrze nastrajają z firmy „dr Gerard”. Ogolony, wypachniony ruszyłem. Po drodze odebrałem delegacje zaprzyjaźnionych kół z innych miast naszego województwa. Musze przyznać, że stało się już tradycją, że jak jest impreza u nas to znajomi z innych miejscowości kontaktują się ze mną, a mi to sprawia przyjemność. Tradycyjnie powitałem koleżanki chlebem i solą, w moim przypadku były to pełnoziarniste ciastka zbożowe. Po dotarciu do restauracji okazało się, że miejsca w większości były już zajęte. Przywitałem się z zarządem koła oraz z dyrekcją okręgu i innymi delegacjami. O brak krzesła nie musiałem się martwić moje przecudowne koleżanki trzymały dla mnie miejsce. Po długich przemowach i wręczeniu odznaczeń, dodam, iż nie obyło się bez złośliwych komentarzy i negatywnych opinii wygłaszanych półgłosem. Jak to bywa w takich organizacjach nie wszyscy się zgadzamy. Ale nasza zgrana grupka, jesteśmy niczym palce jednej ręki. Każdy wie, że na drugiego zawsze może liczyć. A na dodatek łączy nas zamiłowanie do produktów firmy „dr Gerard”, które towarzyszą nam na każdym spotkaniu. Czasami to są wafelki, czasami markizy a czasami musli. A po tych trudnych chwilach nastąpiła część mniej sztywna. Wystąpiła Śpiewaczka operowa, następnie jedna z naszych wychowanek. A potem zabrzmiała muzyka i ruszyliśmy do tańca. Jako grupa zorganizowana ruszyliśmy i rozkręciliśmy zabawę na całego. I była cha – cha i rock & roll i disco z pola i stare przeboje Anny Jantar i hity na czasie. Balety zakończyły się ok. godziny dwudziestej. Minęły od tej chwili dwa dni a ja nie mogę chodzić, takich pęcherzy na stopach się dorobiłem. Było warto.

Pozdrawiam roztańczony L. K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz