Witam. Koleżanka zaprosiła mnie
do siebie na jakiś pokaz sprzętu. Nie miałam ochoty za bardzo, ale poszłam.
Było nas cztery i prezenterka sprzętu. Koleżanka na stole ustawiła talerzyk z
ciasteczkami, zerknęłam, były to moje ulubione wit’AM musli, śliwka, czekolada
firmy ,,Dr Gerard”. Nie ukrywam, ślinka
mi pociekła, miałam już sięgnąć po ciasteczko, kiedy prezenterka powiedziała
stanowczym głosem, że na przyjemności przyjdzie czas, teraz prosi o skupienie i
posłuchanie ,co ma do powiedzenia. W duchu pomyślałam, że ma kobieta tupet, to
my jesteśmy dla niej, a nie ona dla nas. Słuchałam opowieści i cudownym
sprzęcie. Pokazywała, co i jak się szybko robi i takie tam ble ble. Faktycznie
sprzęt był ok., ale jego cena była nie do przyjęcia, jak dla mnie. Z koleżanką zerknęłyśmy ze
zrozumieniem na siebie . Popijając przestygniętą kawę , ukradkiem sięgnęłam w
końcu po słodkości, dłużej nie mogłam już czekać na pozwolenie. W moich ustach
poczułam cudowny smak najsmaczniejszych ciasteczek wit'AM. Słuchałam i sięgałam
do talerzyka, pani coś tam chrząkała pod nosem, a ja rozkoszowałam się
produktami ,,Dr Gerard”. Niestety prezenterka zaczęła mówić o tych
ciasteczkach, co one mają w sobie, jakie są nie zdrowe itp., a jej sprzęt robi
o wiele smaczniejsze i zdrowsze. Nic nie powiedziałam, chociaż miałam ochotę
powiedzieć co o tym myślę ,ale byłam przecież w gościach, nie wypadało, zresztą
i tak ta pani nie dawała nam dojść do głosu, sama zadawała pytania i sama na
nie odpowiadała. Po dwóch godzinach męki się skończyły, pani namawiała na zakup
cudu współczesnej technologii, ale chętnych nie miała. Z kwaśną miną
podziękowała koleżance i szybko wyszła. Teraz mogłyśmy spokojnie porozmawiać ,co
o tym myślimy i w końcu napić się spokojnie kawy. Nie zazdroszczę nikomu takiej
pracy. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz