piątek, 22 maja 2015

Mój przyjaciel pies


Odkąd przyjechaliśmy na wieś mam nowego przyjaciela. Ma cztery łapki, śmieszne przyklapnięte uszka, kochane szczere oczka i wabi się Ciapuś. Na początku miałam utrapienie ze szczeniakiem. Chociaż wyglądał rozkosznie, to ciągle za mną biegał i podgryzał mi pięty. Oganiałam się od niego jak od natrętnej muchy. To jeszcze bardziej zachęcało go do płatania figlów. Pewnego popołudnia gdy zaczął padać deszcz psiak przyszedł do mnie, podczas gdy właśnie siedziałam w altance popijając kawę i chrupiąc pyszne ciastka na dobry dzień od Dr Gerarda wit’AM musli, śliwka, czekolada. Był mokry i zmarznięty. Tulił się do moich stóp i żałośnie piszczał. Wzięłam go na ręce. Wówczas on wtulił się w mój sweter i usnął. Siedziałam tak nieruchomo przez dłuższy czas aby szczeniak zdążył się ogrzać. Dopiłam kawę i dalej tak tkwiłam nie mogąc nawet zjeść do końca moich ulubionych ciasteczek od producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Zawsze dbam o to aby ręce były umyte po zabawie ze zwierzakami z uwagi na możliwość zakażenia się chorobami odzwierzęcymi. W międzyczasie przyszły moje bratanice i ze smakiem schrupały ciasteczka wit’AM mimo moich protestów. To są również ich ulubione ciasteczka, za którymi wprost przepadają. Rozmowa z kuzynkami obudziła szczeniaka. Malec wyglądał na zrelaksowanego i zadowolonego drzemki. Nie gryzł mnie już, przeciwnie lizał moje ręce szorstkim, różowym języczkiem. Nadszedł wieczór. Zrobiło się chłodno i ciemno. Dla odmiany, tym razem zaczęły gryźć mnie komary. Zupełnie suchego i ogrzanego pieska oddałam jego mamie a sama poszłam do domu by przygotować kolację. Od tamtego dnia, darzę szczeniaka, tego małego urwisa ogromną sympatią i przymykam oko na jego psoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz