Odkąd przyjechaliśmy na wieś mam
nowego przyjaciela. Ma cztery łapki, śmieszne przyklapnięte uszka, kochane
szczere oczka i wabi się Ciapuś. Na początku miałam utrapienie ze szczeniakiem.
Chociaż wyglądał rozkosznie, to ciągle za mną biegał i podgryzał mi pięty.
Oganiałam się od niego jak od natrętnej muchy. To jeszcze bardziej zachęcało go
do płatania figlów. Pewnego popołudnia gdy zaczął padać deszcz psiak przyszedł
do mnie, podczas gdy właśnie siedziałam w altance popijając kawę i chrupiąc
pyszne ciastka na dobry dzień od Dr Gerarda wit’AM musli, śliwka, czekolada.
Był mokry i zmarznięty. Tulił się do moich stóp i żałośnie piszczał. Wzięłam go
na ręce. Wówczas on wtulił się w mój sweter i usnął. Siedziałam tak nieruchomo
przez dłuższy czas aby szczeniak zdążył się ogrzać. Dopiłam kawę i dalej tak
tkwiłam nie mogąc nawet zjeść do końca moich ulubionych ciasteczek od
producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Zawsze dbam o to aby ręce były
umyte po zabawie ze zwierzakami z uwagi na możliwość zakażenia się chorobami
odzwierzęcymi. W międzyczasie przyszły moje bratanice i ze smakiem schrupały
ciasteczka wit’AM mimo moich protestów. To są również ich ulubione ciasteczka,
za którymi wprost przepadają. Rozmowa z kuzynkami obudziła szczeniaka. Malec
wyglądał na zrelaksowanego i zadowolonego drzemki. Nie gryzł mnie już, przeciwnie
lizał moje ręce szorstkim, różowym języczkiem. Nadszedł wieczór. Zrobiło się
chłodno i ciemno. Dla odmiany, tym razem zaczęły gryźć mnie komary. Zupełnie
suchego i ogrzanego pieska oddałam jego mamie a sama poszłam do domu by przygotować
kolację. Od tamtego dnia, darzę szczeniaka, tego małego urwisa ogromną sympatią
i przymykam oko na jego psoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz