czwartek, 7 maja 2015

Marzenia

Witam serdecznie drogich czytelników. Bardzo lubię pisać artykuły dla Was i dla siebie. Często opisuję aktualnie dotyczące mnie i mojej rodziny sytuacje czy wydarzenia. I w tych historiach jak i w życiu towarzyszą mi produkty firmy „dr Gerard”. To prawda, bardzo lubimy to smakołyki, idąc do Biedronki zawsze kupujemy je. Teraz również spróbowaliśmy „wit’AM musli, mleko, czekolada”. Moja małżonka zawsze pilnowała tego abyśmy żywili się zdrowo. I ciastka pełnoziarniste nam kupowała. A teraz mamy je naszej ulubionej firmy. Wracając do wpisów, pisałem o tym, że jestem muzykiem, o koncertach i o występach dzieci, o tym, że lubimy wspólnie spędzać czas, że lubimy razem pracować w kuchni. Pisałem o sprzęcie, który pakujemy i przenosimy na koncertach. I właśnie o tych gratach chcę dzisiaj napisać, a raczej jak ciężko jest kupić lub sprzedać je. Gdy zacząłem grać nie miałem nic. Na początek kupiłem na allegro gitarę z futerałem za całe 350 złotych. Po to by zobaczyć czy nauczę się grać i czy nie znudzę się muzykowaniem. Okazało się, że po pół roku zmieniłem gitarę na lepszą a po następnym roku myślałem jakby tu zarobić na gitarę mojej ulubionej firmy „FENDER”. Wiedziałem, że te basiki są tak jak „dr Gerard” gwarantem najwyższej klasy. Po trzech latach grania dorobiłem się Fender Precision Bass, mojego wymarzonego wiosła. Niestety gitara elektryczna wymaga nagłośnienia, więc z zakupem kolejnej gitary byłem zmuszony zmieniać wzmacniacz na lepszy, głośniejszy. Zacząłem od maleńkiego piecyka 15 watowego (mam go w domu do dziś), potem na koncerty kupiłem 100 watowe combo, po roku wymieniłem na profesjonalny sprzęt o mocy 300 wat i oparty na kolumnie, 410 czyli z czterema głośnikami. Teraz mam problem, chce sprzedać ten wzmacniacz za połowę ceny sklepowej a ludzie chcą wydrzeć go ode mnie za darmo lub za jakieś marne grosze. Sprzedaję to combo, bo kupiłem wzmacniacz lampowy firmy „AMPEG”. Są to najlepsze wzmacniacze basowe na świecie. Jestem dumny z posiadanego sprzętu, kilka lat trwało i sporo mnie kosztowało pracy i pieniędzy to aby stać się szczęśliwym posiadaczem. Jest to dowód na to, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ. Więc warto marzyć.
Pozdrawiam L. K.

P.s. Teraz marzę o tym, aby zgubić parę kilko. Mają mi pomóc w tym zbożowe ciastka „wit’AM musli, mleko, czekolada. Proszę trzymajcie za mnie kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz